Podsumowanie 4. kolejki PFL Junior

Miniony weekend w Polskiej Futbol Lidze Juniorów przyniósł dwa niezwykle ciekawe spotkania. W Tychach kibice zobaczyli popis siły Panthers Wrocław, którzy bezlitośnie wykorzystali problemy kadrowe gospodarzy. Z kolei w Krakowie Hunters Tarnów napsuli sporo krwi faworyzowanym Kings, jednak w drugiej połowie gospodarze pokazali większe doświadczenie i sięgnęli po zwycięstwo.

Tychy Falcons vs. Panthers Wrocław 14:57

Mecz w Tychach rozpoczął się obiecująco dla gospodarzy, którzy w pierwszej połowie potrafili dotrzymać kroku bardziej utytułowanemu rywalowi. Niestety, brak podstawowego rozgrywającego i ograniczona rotacja kadrowa szybko dały o sobie znać. Falcons musieli korzystać ze zmiennika na pozycji QB, co dodatkowo osłabiło defensywę.

„Przeciwnik był dobrze przygotowany i o ile w pierwszej połowie potrafiliśmy dotrzymać tempa, to już w drugiej, ze względu na o połowę mniejszą liczebność zawodników, było ciężko. Na wyróżnienie zasługuje Kuba Adamowicz – zdobył 14 punktów (12 defensywnych i dwa celne podwyższenia). Niestety, atak nie pomagał – mnóstwo indywidualnych błędów zniweczyło dobre założenia taktyczne. Plan był dobry, ale zabrakło egzekucji. Wyciągamy wnioski i jedziemy do Tarnowa po punkty” – podsumował prezes Falcons.

Panthers wykorzystali swoje atuty, prezentując zbilansowaną ofensywę i szczelną obronę. Druga połowa meczu była już jednostronnym widowiskiem, w którym wrocławianie krok po kroku powiększali przewagę. Dla Panthers to pewne zwycięstwo, które potwierdza ich status jednego z głównych faworytów do walki o finał PFLJ.

Kraków Kings vs. Hunters Tarnów 22:7

Spotkanie w Krakowie miało wyjątkową oprawę, pełne trybuny, głośny doping i dodatkowe wydarzenia towarzyszące, jak akcja „POWAL RAKA Z KRAKÓW KINGS”. Sam mecz również dostarczył emocji, a Hunters Tarnów pokazali, że ich debiutancki sezon w PFLJ napawa optymizmem na przyszłość.

Pierwsza połowa była dużym zaskoczeniem – Hunters narzucili fizyczny styl gry i na przerwę schodzili prowadząc 7:6. Kings długo nie potrafili znaleźć rytmu, a błędy i flagi w ofensywie dodatkowo komplikowały sytuację.

„Obrona potrzebowała kilku serii, żeby dostosować się do fizycznego futbolu Hunters. W szatni powtarzamy sobie, że druga połowa to moment, w którym chcemy wrzucić wyższe tempo – i to się sprawdziło. Poprawiliśmy egzekucję w ofensywie, defensywa zagrała na zero i wymusiła turnover, a drużyny specjalne zatrzymały kluczowy fake punt. Dzięki temu krok po kroku przejęliśmy kontrolę nad spotkaniem” – mówił prezes Kings, Michał Dybowicz.

Krakowianie po przerwie zdobyli 16 punktów, nie tracąc przy tym ani jednego, i ostatecznie zwyciężyli 22:7. Na wyróżnienie zasłużyli: MVP meczu – Jeli Batsu, MVP ofensywy – Michał Marchański, MVP defensywy – Marek Lach oraz cała linia ofensywna, która w drugiej połowie zdominowała rywala.

Prezes Hunters Tarnów, Jakub Jędryka, mimo porażki był zadowolony z postawy swojego zespołu:
„Na chłodno mogę powiedzieć to samo, co tuż po meczu – mogliśmy to wygrać. Zaskoczyliśmy Kings w pierwszej kwarcie i przez chwilę kontrolowaliśmy mecz, ale w trzeciej kwarcie przespaliśmy początek i rywale to wykorzystali. Zabrakło nam doświadczenia i chłodnej głowy. Daliśmy jednak dobry mecz, który mógł podobać się kibicom. Nie chcę wyróżniać indywidualnie – zagraliśmy jako drużyna i jako drużyna musimy przełknąć gorycz porażki, wyciągnąć wnioski i walczyć o jak najlepszą lokatę w grupie”.

Panthers Wrocław i Kraków Kings potwierdzili, że są w gronie faworytów do gry w play-offach. Falcons i Hunters zapłacili frycowe – jedni za problemy kadrowe, drudzy za brak doświadczenia, ale obie drużyny pokazały wolę walki i potencjał, który z pewnością zaprocentuje w kolejnych spotkaniach.